Wszystkie zrealizowane projekty, każdorazowa obecność członków Sałaszu w dolinie Osławy zawsze powiązane były z pragnieniem wytworzenia w regionie tym sytuacji spotkania i wytworzenia więzi w ramach wszystkich czterech wsi. „W sposób prosty – nie spektakularny!”[1]. Sytuacja spotkania jest o tyle cenna, o ile umożliwia normalizację relacji pomiędzy jej uczestnikami. W przestrzeni pogranicza to moment sprzyjający stworzeniu i utrwaleniu świadomości zamieszkania i współtworzenia jednego regionu o wyjątkowym charakterze. Wytworzenie tego rodzaju świadomości jest o tyle istotne, o ile uzmysłowimy sobie, jak często zdarza się, iż pogranicza stają się wymarzonym miejscem dla wygrywania różnych partykularnych celów politycznych. Wytworzenie świadomości wspólnego regionu chroni przed tymi negatywnymi wpływami, czyni ten region pozytywnie hermetycznym. Świadomość taka korzystnie wpływa także na „marketingowy” wizerunek opisywanych tu miejsc. Jest ważna dla dobrze pojętej turystyki i wypoczynku, dzięki którym miejscowości te wychodzą z poczucia izolacji. Warto tu zacytować fragment z artykułu, jaki ukazał się w „Tygodniku Sanockim”: „Część turystów licznie przybywających w oblegane latem Bieszczady Wysokie lub okolice Jeziora Solińskiego zapewne z trudnością wskaże na mapie malutkie miejscowości położone w zachodniej, mniej znanej części regionu. Morochów, Poraż, Niebieszczany, Mokre – wsie o polskim i ukraińskim składzie narodowościowym i wielowyznaniowym charakterze odnajdują sposób na odnowienie kontaktów między sobą na różnych płaszczyznach, przede wszystkim na tle tradycji i kultury Pogranicza. A wszystko m.in. za sprawą grupy entuzjastów sztuki, teatru i wiary w ludzką przyjaźń poza wszelkimi podziałami”[2].

W centrum uwagi wszelkich projektów realizowanych przez Sałasz w dolinie Osławy prawie zawsze znajdowały się przede wszystkim dzieci i młodzież. Nie było to działanie przypadkowe, ale też warto zaznaczyć, że nie było to działanie interesowne i wykalkulowane (co niestety czasem zdarza się). Sałasz po prostu od samego początku założył, że nie będzie uzurpować sobie prawa do ingerencji w świat ludzi dorosłych. Należy też zaznaczyć, że przy realizacji projektów, Sałasz opierał się na indywidualnych osobach i autorytetach (proboszczowie parafii, rodzice dzieci, najstarsi mieszkańcy wsi, obdarzani przez większość mieszkańców zaufaniem i szacunkiem, także władze lokalne). Postawa taka spowodowała, że Sałasz generalnie stał się gościem w tych terenach akceptowanym i oczekiwanym. Jest on jednak, mimo wszystko – tylko gościem. We wszystkich swoich przedsięwzięciach Sałasz koncentrował się przede wszystkim na zachowaniu absolutnej autentyczności pracy. Stąd tak mało w przedsięwzięciach tych „spektularności”:

Sprawy, którym poświęcamy czas i energię dotyczą miejsc i osób, z którymi łączy nas niewypowiedziana i niepisana umowa o …serdecznej tajemnicy. Dotykamy spraw ludzi, których bólu i smutku nagłaśniać nie trzeba(…). Chyba najlepszym określeniem tej pracy będzie wędrowanie(…). W tej wędrówce wspólnie z dziećmi, młodzieżą, dorosłymi różnych wyznań i środowisk, uczymy się, pracujemy w polu, w stodole, odpoczywamy i bawimy się, rejestrujemy czas, opowieść, miejsce, krajobraz. Uczymy się patrzeć na siebie, swoje otoczenie, oczami innych(…). To nasze wędrowanie – na płaszczyźnie kulturowej i społecznej – chcemy wykonywać lekko nad ziemią. Bez pozostawiania coolorowych tablic. Wierzymy, że zasadą działania jest poszukiwanie i wyciąganie ręki do tych, którzy o to nigdy się nie upominają(…). Wykonujemy pracę z dziećmi i młodzieżą, przez „chwilę”, ale z energią impulsu życiowego(…). Tu trzeba mieć predyspozycje, intuicję, tu trzeba umieć od razu! Trzeba być zawodowcem za darmo(…). Sałasz swoimi projektami nie chce nikogo uczyć, czy pouczać. Chce zaproponować szereg wyjątkowych, artystycznych spotkań.[3]

Działania Stowarzyszenia są zatem czytelne. Prowadzi ono niejako „pracę u podstaw”, nie osiągając przy tym żadnych dochodów.

Często pytani o to, co mamy z naszej pracy, jakie czerpiemy z niej korzyści, zawsze mówimy o nauce, jaką wynosimy z tych działań. Ta naiwność przyjmowana jest z niedowierzaniem. A przecież nie można sobie wyobrazić pedagoga, nauczyciela, przewodnika, twórcy, który nie zanurzyłby się w takie doświadczenia z pełnym zaangażowaniem. Nie wiem, czy bez tak istotnego przeżycia można później wiarygodnie, prawdziwie nauczać, dawać przykład, wymagać i oczekiwać twórczych rezultatów(…). Wszyscy, włącznie z głównym koordynatorem, pracują za darmo. Korzystamy z własnych urlopów(…). Za to możemy się zetknąć na niewielkiej przestrzeni z trzema wyznaniami, dwoma narodami o bardzo bogatej kulturze, z wyjątkową jeszcze architekturą i krajobrazem, a przede wszystkim ze wspaniałymi ludźmi. To wszystko jest dla nas wielką satysfakcją, choć może w dzisiejszych czasach brzmi to niemodnie i nienowocześnie. Z okolicznymi wioskami związani jesteśmy od pięciu lat. Prowadząc letnie warsztaty dla „tutejszych” dzieci i młodzieży, spotykamy się z ich rodzicami, dziadkami i pradziadkami. Wędrujemy po okolicach, bacznie i uważnie obserwując, co się zmienia, co pozostaje niezmienne. Słuchamy opowieści prawdziwych i zmyślonych, docieramy do tych, co przy drodze i daleko poza nią. Z opowieści zasłyszanych czerpiemy siłę, śmiech, mądrość i wiarę, że to, co robimy ma sens. Pojawiają się też inspiracje do przedstawień. Nie „korzystamy” z ciekawostek, nie szukamy sensacji, ale dobrze czujemy, kiedy wydarza się coś bardzo ważnego. Czujemy to poprzez wzruszenie, dreszcz, wywołanie z pamięci czegoś, czego nie byliśmy nawet świadomi. Ożywa wspomnienie, którego mieć nie możemy, a które jednak przepływa przez nas falą uczucia. Każdy z nas, na swój własny sposób, szuka swojej drogi.[4]

Sytuacją „narzucającą” mądry rytm całości prac w Stowarzyszeniu jest sytuacja teatralna. To ona nadaje osobowość organizacji i miejscu, stanowi o jego indywidualnym charakterze.
Sałasz to miejsce, gdzie działa się wprost, szczerze, ze zrozumieniem. „Delikatnie i bardzo subtelnie(…). Nie należy bowiem otwierać się przed ludźmi ze swoją własną wizją kultury wsi czy wrażliwością wiejską”[5]. Stowarzyszenie, mimo swej niejako awersji do wszelkich uwarunkowań organizacyjnych, jest zorganizowane i wyposażone w sprzęt rejestrujący. „To, co jednak najważniejsze i tak nigdy nie może być zarejestrowane w inny sposób jak tylko przez pamięć spotkań(…). W odróżnieniu od innych tzw. placówek kultury, Sałasz stara się być miejscem poważnej pracy twórczej wykonywanej przez ludzi i dla ludzi, a nie miejscem wykonywania usług kulturalnych w celu stworzenia możliwości odpoczynku i rozrywki po pracy, po szkole, itp.”[6].

Sałasz postanowił działać poprzez sztukę, gdyż ta nie uznaje żadnych granic. Sztuka uświadamia nam, że świat jest nadzwyczaj bogaty, wieloraki i otwarty ku nieskończoności, że tak naprawdę istnieje wiele światów. Mogą one jednak, m. in. właśnie dzięki sztuce, okazać się „równocześnie prawdziwymi”. Wychowanie poprzez sztukę i pogranicze kształtuje stosunek człowieka do przeszłości, równocześnie daje ono „szansę na powstanie zupełnie nowej jakości, w której wszystko to, co różni daje możliwość nowego, kulturowo wyższego wychowania człowieka do życia w społeczeństwie”[7].

Z roku na rok w dolinie Osławy wzrastała u dzieci i młodzieży świadomość inności narodu „za pagórkiem”. Założyciel Sałaszu jest przekonany, że w efekcie „wpłynie [to] na rozwój tożsamości dziecka, że pozwoli mu inaczej spojrzeć na sprawy własnej tradycji, historii, krajobrazu, architektury i języka ojczystego(…), że wpłynie [to] w sposób tonujący na pamięć pokoleniową”[8]. Zaproponowana przez członków Stowarzyszenia Szkoła Dziedzictwa Kulturowego Pogranicza to szkoła w sensie umownym. Przede wszystkim to „stworzenie jasnego połączenia między tym, co piękne, stare i najstarsze a  tym, co piękne bo młode, otwarte i chłonne(…). Chcieliśmy, aby przykład naszej Szkoły wzmocnił lokalne aspiracje kulturotwórcze, żeby pokazał, jak duże możliwości tkwią w dzieciach i jak duże są w tym względzie potrzeby. Doświadczenie naszej pracy wskazuje, że osią funkcjonowania kultury w środowisku jest praca konkretnego lidera, liderów i zespołów, grup artystycznych. Wokół nich koncentruje się życie, wyzwalają się emocje i kształtuje się poczucie estetyki. Nie wiemy jeszcze, czy tacy liderzy się pojawią i kiedy. Obserwujemy pewne inicjatywy, słyszymy formułowane refleksje i deklaracje”[9].

Dla Sałaszu krajobraz pogranicza to miejsce, gdzie jak nigdzie indziej, jeśli się tylko zapragnie, można „wrastać w świat” i dobijać się o spójność wewnętrzną. Jest to bowiem przestrzeń, która nie ogranicza, a wręcz odwrotnie – choć trudna (bo nieraz nie pozostawia wyboru), stwarza możliwości. To przestrzeń, która równocześnie zdaje się trwać w jakimś „bezruchu” i „pędzić”. I „tylko w zmaganiu, w tym nieprzerwanym splocie z innym, staje się [człowiek] osobny, własny(…). [Staje się on Osobą, która] wie co wyrzeczenie, ale nie wyparcie się, [której głównym motorem działania] nie jest konflikt, lecz kontrapunkt”[10]. Konflikt bowiem niszczy, „kontrapunkt” doprowadza do sytuacji, w której zaczyna się oczekiwać na coś nowego, innego. Pogranicze wyczula na mechanizm patrzenia zarazem od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Kształtuje, jeżeli mu się tylko na to pozwoli, szczególny „język miejsca”, gdzie to, co powszechne i uniwersalne, zespolone pozostaje najściślej z tym, co poszczególne i konkretne. Człowiek Pogranicza wyczulony jest na to właśnie odkrywanie – w tym, co lokalne tego, co uniwersalne zaś w tym, co osobliwe i inne, tego, co wspólne i własne. Sałasz poszukuje takiego właśnie człowieka. W nim dostrzega przyszłość. Na tym też koncentruje się specyfika pracy Stowarzyszenia w dolinie Osławy. Charakterystyczna jest też pewna zarysowująca się prawidłowość w rozwoju poszczególnych projektów Stowarzyszenia. Mianowicie, „im więcej czasu upływa od początku realizacji, tym sensowniejszy i głębszy jest przebieg kolejnych projektów”[11].


[1] B. Słupczyński, List do mieszkańców wsi Poraż, 07.2007, Archiwum Teatru CST

[3] B. Słupczyński, Sprawozdanie z projektu Szkoły Dziedzictwa Kulturowego…, 09.2007, Archiwum Teatru CST

[4] B. Słupczyński, List do mieszkańców wsi Poraż, 07.2007, Archiwum Teatru CST

[5] op. cit., Rozmowa z B. Słupczyńskim, 29 czerwca 2006 roku, Cieszyn, A. Ponikiewska,  Antropologia teatru na przykładzie…, s. 63

[6] B. Słupczyński, Sprawozdanie z projektu Szkoły Dziedzictwa Kulturowego…, 09.2007, Archiwum Teatru CST

[7] ibidem

[8] ibidem

[9] ibidem

[10] K. Czyżewski, Ścieżka Pogranicza, Sejny 2001, s. 43-61

[11] B. Słupczyński, List do G. Boguta, Prezesa Zarządu Fundacji Kultury, 5.12.2005, Archiwum Teatru CST