Dzieci Sąsiadów (2002). Pierwszym projektem zrealizowanym przez Sałasz było przedsięwzięcie pt. Dzieci Sąsiadów (sierpień 2002). Był to projekt dwuetapowy, obejmujący dwa miejsca – Poraż i wsie sąsiednie oraz Bystre i Michniowiec (wsie przy granicy ukraińskiej, poniżej Ustrzyk Dolnych). Ich celem było przeprowadzenie warsztatów artystycznych dla dzieci i młodzieży oraz umożliwienie im lepszego poznania środowiska, w którym dzieci te wychowują się. Opisując projekt, chciałabym przywołać relację jednej z osób prowadzących warsztaty:

 

Zajęcia prowadzone były przez tydzień, pięć godzin dziennie. Dzieci i młodzież pracowały w kilku i kilkunastoosobowych grupach: muzycznej, teatralnej, plastycznej i fotograficznej. Codziennie rano wszyscy uczestnicy warsztatów spotykali się przy „rozmowie etnograficznej” kontynuowanej, z pomocą dokumentalnego materiału filmowego, dla chętnych po zajęciach. Praca grupowa odbywała się w różnych miejscach, rzadko kiedy była statyczna. Poruszaliśmy się nie tylko w obrębie gajówki, ale i po okolicznych łąkach i w pobliskim lesie. Po kilku dniach okazało się, że na zajęcia przychodzi do nas czterdzieścioro troje dzieci.(…) W porównaniu z tamtejszym Domem Ludowym czy szkołą, zaproponowaliśmy tym młodym osobom coś zupełnie innego, niż do tej pory się im proponowało. Takie nastawienie powodowało, że praca z nimi była działaniem naprawdę aktywnym i stawiającym nam, prowadzącym zajęcia, wysokie wymagania. Pracowaliśmy z osobami niezwykle zdyscyplinowanymi. Cały czas staraliśmy się dostrzegać ich potrzeby i zaspokajać je. Nieświadomie rośliśmy przez to w oczach dzieci. Tak dobry kontakt z dziećmi i młodzieżą możliwy był także dzięki pozytywnej reakcji ich rodziców i starszych mieszkańców wsi. Byli nam bardzo przychylni. Szybko zaskarbiliśmy sobie ich zaufanie, co objawiało się tym, że tak chętnie „puszczali” do nas swoje pociechy. Co więcej, nie tylko zaaprobowali naszą działalność w gajówce, ale i starali się nam pomóc.[1]

       

 

Projekt ten „uruchomił” miejsce, które od dawna nikomu już nie służyło (bądź służyło źle). Dzieci i młodzież stamtąd po raz pierwszy spotkały się z taką inicjatywą. To pierwsze wrażenie było niezmiernie istotne w dalszej pracy Stowarzyszenia w tym rejonie. „Przez tydzień gajówka żyła. (…)To miejsce, do którego nikt już nie chodził, które każdy mijał po drodze do lasu na grzyby, czy jagody, ożyło. Widzieliśmy tę dokonującą się zmianę miejsca, odczuliśmy ją na własnej skórze. Z początku bowiem, gdy zapadał zmrok, wszyscyśmy znikali w pomieszczeniach gajówki – zamknięci szczelnie i zaryglowani. Gdy zaczęły przychodzić dzieci, wszystko stawało się coraz bardziej dostępne. I my, i gajówka”[2].

 

Drugi etap projektu Dzieci Sąsiadów miał miejsce w Bystrem i Michniowcu. Od samego początku prowadzący warsztaty i organizator zrozumieli, że wejście w partnerski  kontakt z dziećmi i młodzieżą z tego rejonu będzie wymagało od nich więcej wysiłku aniżeli w Porażu. Zainteresowanie rodziców, mieszkańców Michniowca i Bystrego, pracą Stowarzyszenia okazało się minimalne. Sałasz otrzymało wprawdzie pomoc od wójta gminy Czarna w postaci bezpłatnego udostępnienia budynku niedziałającej już szkoły w Michniowcu oraz pomoc od Dyrekcji szkoły w Czarnej. Ale na tym właściwie wszelka inicjatywa się skończyła. Jak pisze B. Słupczyński:

 

Życzliwe zainteresowanie ujawniło nam jeszcze tylko kilka rodzin, z którymi i tak byliśmy zapoznani już wcześniej. Reszta traktowała nas jak niegroźnych, sentymentalnych dziwaków, którzy i tak nic nie zmienią. Szybko zrozumieliśmy, że bardziej niż wakacyjno – artystycznej przygody, dzieci i młodzież tych wsi potrzebują codziennej normalności i jakiej takiej perspektywy na przyszłość – dotyczy to także ich rodziców. W porównaniu z sytuacją na zachodzie Bieszczad, Bystre i Michniowiec to wsie, gdzie rozwój społeczny mieszkańców przebiega inaczej, a zatem też i jest gdzie indziej, na innym poziomie. Ma to swoje konsekwencje socjologiczno-psychologiczne. Mieszkańcy szukając jakiegokolwiek przetrwania, często identyfikują zjawiska, na które są narażani z zewnątrz, nieprawidłowo. W ten sposób stają się mimowolnie ofiarami manipulacji. Ogromna frustracja, bieda, bezrobocie, a co za tym idzie – demoralizacja i alkoholizm łączą się tam z ciągle jeszcze obecnym poczuciem wykorzenienia, tymczasowości, postawy roszczeniowej najstarszego pokolenia przybyłego z Wołynia. Sprzężenie tych dwóch sytuacji oraz charakterystyczna beznadziejność decydują o teraźniejszości Bystrego i Michniowca. Teraźniejszości, wobec której stanęliśmy bezradni oraz z obawą, że przekracza ona zupełnie nasze możliwości. Bardzo trudno jest bowiem animować ludzi w takim środowisku nie narażając ich jednocześnie na wyobcowanie. Nie mogliśmy jednak, i nie chcieliśmy rezygnować. Podjęliśmy więc wyzwanie tamtejszej beznadziejności i subtelnie zaczęliśmy podsuwać młodym osobom wzorce dla nas oczywiste. Jak się później okazało była to jedyna słuszna droga umożliwiająca nawiązanie autentycznego kontaktu. (…)Edukacja artystyczna zeszła tu jednak na plan dalszy. Często jałowa i niemożliwa, naturalnie musiała ustąpić zwykłym rozmowom i koleżeńskiemu kontaktowi. To te okazały się być, w obliczu dominującego wśród młodych osób poczucia samotności, naprawdę ważne. Nie upieraliśmy się by „było inaczej”, bo czuliśmy, że  w ten sposób moglibyśmy raczej tylko zaszkodzić, aniżeli pomóc. Zajęcia ujawniły potrzeby emocjonalne uczestników. Codzienne warsztaty stały się rodzajem zabawy dla najmłodszych – tej bowiem jakoś najbardziej potrzebowały. Młodzież starsza poprzez ujawnienie swojego wielkiego zagubienia, kazała nam natomiast wspólnie szukać szansy zmiany ich życiowej sytuacji. W tym przypadku najistotniejsze było żeby z nimi w ich życiu być, a poprzez to potwierdzać i akceptować ich takimi jakimi są. Robiliśmy to szczerze. Był to rodzaj krótkiej, ale szalenie ważnej terapii. (…)Pomimo i nam towarzyszącego poczucia beznadziejności, w trakcie trwania warsztatów był taki moment, który spowodował, że pojawiła się sytuacja niezwykła i „bez precedensu”. Oto pewnego wieczoru Piotr namawia chłopaków z Bystrego i Michniowca (16 –21 lat), aby poczytali wspólnie baśnie. I zaczyna czytać im te baśnie, a oni siedzą, słuchają. Długo siedzą i długo słuchają. Na co dzień zajmują się pracą lub jej poszukiwaniem. Nieraz są wykorzystywani przez „napływowy kapitał”. Najchętniej chcieliby się stamtąd wyrwać (i pewnie w końcu to zrobią). Podczas warsztatów ci właśnie chłopacy czytali baśnie, a kiedy nastąpiła propozycja pisania baśni – pisali je. W ciągu kilku dni powstało ponad 30 opowiadań. Sytuacja taka mogła zaistnieć tylko dzięki zaufaniu i wielu rozmowom.[3]

Projekt Dzieci Sąsiadów był projektem różniącym się od tych, które nastąpiły po nim. Sytuacja w Michniowcu bardzo silnie wyznaczyła kierunek dalszych działań Sałaszu. Chcąc prowadzić działania naprawdę potrzebne i nie przeceniające swoich możliwości, Sałasz skoncentrował się od tej pory na regionie związanym z doliną Osławy. Bystre i Michniowiec to miejsca wymagające bycia tam cały czas, a i to nie było, zdaniem Bogusława Słupczyńskiego, żadnym pewnikiem zaistnienia tam jakichkolwiek zmian.

Projekt został przeprowadzony dzięki dofinansowaniu Fundacji im. Stefana Batorego.


[1] M. Serafin, Sprawozdanie z projektu Dzieci Sąsiadów, 10.2002, Archiwum Teatru CST

[2] K. Słupczyńska, Gajówka [w:] Cieszyn Theater Time, 5/2002 (15), s. 3

[3] B. Słupczyński, Sprawozdanie z projektu Dzieci Sąsiadów, 10.2002, Archiwum Teatru CST