Kolędowania (2006, 2007, 2008). Po raz pierwszy Teatr CST udał się na kolędę z Teatrem „Węgajty” do wsi Nowica w Beskidzie Niskim (styczeń 2005). Towarzyszył wówczas „Węgajtom” chodzącym z „Kozą” swoim „dziadowskim” obrzędem (wziętym z Beskidu Żywieckiego) – z „Koniem”. Samodzielnego kolędowania Teatr CST spróbował rok później w Porażu i Niebieszczanach. Członkowie CST oraz Sałaszu odwiedzili wówczas kilkanaście domów. Nie zabierali jednak z sobą już „konia dziadowskiego”. Kilkudniowa „akcja kolędnicza” powstała w oparciu o lokalną tradycję oraz o opowiadania starszych mieszkańców wsi. Improwizowane podczas kolędy scenki pochodziły z jasełek tradycyjnych. Wśród nich pojawiła się scena z Herodem, z Adamem, Ewą, Wężem i Aniołem oraz scenka z Żydem i Panem Markiem „jadącym na jarmarek”. Kolędnikom towarzyszył akordeonista, muzyk grający na trąbce oraz skrzypek. Śpiewane kolędy pochodziły przede wszystkim z Beskidu Żywieckiego. Były to także znane najczęściej wszystkim kolędy „klasyczne”. Repertuar celowo ograniczał się do kolęd polskich. Kolędowania Teatru CST odbywały się najczęściej w pierwszej połowie stycznia.

 

„Także dzisiejsi ludzie chlubią się, że jako kolędnicy nie śpią przez osiem dni, bo nieustannie sławią Chrystusa tańcem, pieśnią i przyjacielskim obcowaniem z ludźmi. Albo toż prawda? Jaki taki słabeusz – kolędnik zaledwie jedną albo dwie noce przetańczył, zaledwie podreptał od jednej chaty do drugiej, co teraz i tak nie bardzo daleko, a już trzepnie się byle gdzie, chrapie potężnie albo co najmniej drzemie i nosem o stół uderza i znów drzemie. Nie taki naród jak kiedyś. Jedno przyznać trzeba, że nasi kolędnicy nie tak chodzą jak ci kościelni, gdzieś tam na dołach, co chociaż wyuczeni dobrze, wyklepują swoje jak cepem, byle tylko parę złotych na kościół wydostać, i już lecą dalej. Nie chrześcijańska wiara nie wynudzonych pieniędzy potrzebuje! Potrzebna jest ochota udała, chce porwać, zachwycić, zyskać sławę. Po miastach uczeni i światli ludzie do teatru chodzą, cieszą się przedstawieniami. U nas na kolędę cały teatr przychodzi do chaty. Ale nie wiadomo jeszcze jak będzie grać, jak długo w chacie kolędnicy pobędą. Wszystko zależy od tego jak się ich przyjmie, jak się z gospodarzami zaprzyjaźnią. Po chrześcijańsku, to tak właśnie: każdemu inaczej życzenia złożyć, inaczej pląsać, inne opowieści powiastować, inne żarty wymyślać, a jak trzeba, błazeństwa płatać. A ze wszystkimi zaprzyjaźnić się! Tacy to kolędnicy prawdziwi!”

Stanisław Vincenz

„Na Wysokiej Połoninie” – „Prawda Starowieku”