Opowiadanie I.B.Singera to  uczta dla czytelnika i  inspiracja dla twórców teatralnych. My wybraliśmy opowiadanie o tym… „Jak Szlemiel wędrował do Warszawy”. Aktualność motywu tej „wędrówki”, niezwykła malowniczość typów singerowskiego, żydowskiego miasteczka („Stetl” Chełma) wzbudziła radosne zainteresowanie zespołu wykonawców. Bo przecież opowiadamy o sobie, o odwiecznych marzeniach ludzkich, które potrafią się spełniać w przewrotny, ale i piękny sposób. Bo łatwiej objąć świat marzeniami niż rozumem. Bo przecież zawsze idziemy do jakiejś… „Warszawy” po szczęście, gdzie w końcu stanie się… jakiś cud. Wszystko po to, by dokonać prostego życiowego odkrycia. Ten doskonale napisany tekst to także okazja do aktorskiego, komediowego „wyżycia się”. Spektakl „Szlemiel” wykonywany jest przez sześciu aktorów. Rozpisanej na głosy i dynamiczne wykonanej opowieści, towarzyszą motywy tradycyjnej klezmerskiej muzyki. Zespół CST (teatru alternatywnego, który czerpał zawsze z kultury tradycyjnej, spektakle „Wschodzenie”, „Droga Żywiecka”) z filozoficzno-obyczajowej opowieści Singera wyciąga rodzaj radosnego szaleństwa tkwiącego nawet w „najprostszym” ludzkim życiorysie. Żydowskie imię Szlemiel oznacza wyjątkowego pechowca. Nasz bohater poszukuje szczęścia. Wyrusza w świat. Na końcu wędrówki dokonuje niezwykłego odkrycia.

O czym mówimy, kiedy myślimy kultura żydowska? To podstawowe pytanie. O jakim narodzie myślimy? Ja myślę o tych kilku milionach Żydów zamieszkujących kiedyś Europę Środkowo-Wschodnią. Myślę o… „naszych Żydach”. Zamieszkujących tysiące miast, miasteczek, wsi. Myślę o Chasydach, myślę o Stetl, myślę o jidysz. Myślę o narodzie, którego już nie ma. Myślę o Polsce, o Europie, którą ten brak tak strasznie zubożył. Bardzo dobrze rozumiem Stanisława Vincenza, który już po wojnie, na emigracji, gdy tylko zaczynał mówić o Żydach, zaczynał  płakać. Płakał za utraconym światem. Kiedy mówimy „Żydzi”, myślimy Holocaust, Izrael i jeszcze… Ameryka. Może jakiś Judaizm. A my jesteśmy już tym zmęczeni i znudzeni. Tak, tak, wiem, że trzeba przypominać… Ale to nie o to chodzi, nie o to i jeszcze raz – nie o to! Chodzi o brak, o niepamięć czegoś innego! Co wiemy o naszych przedwojennych sąsiadach z ulicy Nowe Miasto, Fryszta-cka czy Mennicza w Cieszynie? Czy pamiętamy ich nazwiska? Imiona? Czy pamiętamy, czym się zajmowali, jak wyglądali, co wnosili do naszego wspólnego życia? Jak współtworzyli nasze miasto? Jak kochali, jak świętowali, jak pracowali, jak się bawili, jak płakali… Nie pamiętamy ich twarzy, ich języka, ich „koloru”, ich sąsiedztwa. A żyli tu od początku XVI wieku. Przez ich ostatnie dwadzieścia lat byli polskimi obywatelami. Wielu przez wieki czuło się Polakami. A my – dziś – co najwyżej wiemy, że na Hażlaskiej jest „Żydowszczok”. Przeważnie tyle. Ale na szczęście jest literatura, są pieśni, jest muzyka, są opowieści. Można tęsknić. Można o tej tęsknocie opowiadać. I może to być opowieść wesoła i mądra. Nawet z dalekiego Chełma.

Bogusław Słupczyński – reżyser spektaklu

Isaac Bashevis Singer – ur. 21 listopada 1902 w Leoncinie, zm. 24 lipca 1991 w Miami) – pisarz żydowski tworzący głównie w języku jidysz, dziennikarz. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1978. Opowiadanie „O tym jak Szlemiel wybrał się do Warszawy” pochodzi z 1976 roku. Singer podczas wręczania nagrody Nobla: „Pytają mnie często, dlaczego, mimo tak długiego pobytu w Ameryce, piszę nadal w jidysz, który staje się powoli martwym językiem… Lubię pisać historie o duchach i dybukach. A co nadaje się lepiej do snucia takich opowieści niż martwy język?”

Występują:
Katarzyna Słupczyńska, Krzysztof Cis, Łukasz Matuszek, Tomasz Majorek, Tomasz Pisarek, Bogusław Słupczyński; Reżyseria: Bogusław Słupczyński
Światło: Marek Gagatek; Realizacja dźwięku: Szymon Słupczyński; Opracowanie muzyczne: Bogusław Słupczyński; Wykonanie kostiumów: Pracownia „Dekor-ka” Katarzyny Jonczy