Premiera spektaklu odbyła się 1 czerwca 2006 roku na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym „Bez Granic” w Cieszynie.

Jaka jest relacja pomiędzy Kaukazem a Europą? Czy w ogóle jakaś jest? Czy obchodzi nas los Czeczenii, Tybetu, Korei Północnej, krajów Afryki? Dlaczego jesteśmy tacy wybiórczy w naszej solidarności z innymi? Europejczycy! W jaki sposób tworzy się, określa się nasza świadomość indywidualna i zbiorowa. Czy od nas samych naprawdę coś zależy? Czy jesteśmy tylko przedmiotem gigantycznych manipulacji? Wiecznie się strojącym jamochłonem zarzucającym na siebie kolejne sukienki? Jaka jest nasza wartość ludzka? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?

To trzeci po „Wschodzeniu” i „Drodze Żywieckiej” spektakl, w którym CST zadaje ciągle, z uporem to samo pytanie. Jedno z najważniejszych. Tym razem przez zestawienie dwóch, a nawet trzech zdegradowanych kultur. Przyczyny i skutki tych degradacji są różne. W świecie, w którym nasza świadomość i życie określają media i specjaliści od relacji publicznych i reklamy, styliści i wizażyści, nasze dusze ulatują. Dramatyczne jest przesłanie spektaklu: człowiek przestał panować nad sobą, stał się bezwolny, iluzoryczny. I nawet Ci, którzy mają przynieść nadzieję i ulgę – tym razem to ludzie o „boskim posłannictwie” – kłamią.

„Kavkazkij Priviet” to spektakl oparty na sytuacjach, dialogach, rozmowach zaczerpniętych z rzeczywistości. Praca poprzedzona została odwiedzinami w ośrodkach dla uchodźców czeczeńskich i studiami nad kulturą Czeczeni.

„Spektakl ten różni się bardzo od dotychczasowych spektakli CST. Do wypowiedzi wprowadzono język ulicy, kuluarowych sytuacji z biur, pubów, dyskotek, ale także politycznych salonów i internetowych list dyskusyjnych. Większość dialogów zaczerpnięto z rzeczywistości. Główne postaci, niestety, też są rzeczywiste i w życiu występują w przerażającej ilości. Są wulgarni, nieobliczalni, chamscy i okrutni. Mistyfikują rzeczywistość pseudo-romantycznymi przeżyciami i obrazami. CST nie ukrywa ich, lecz niemal w pornograficzny sposób wywleka na światło dzienne i dokonuje analizy motywów ich postępowania. To bardzo radykalne stanowisko wobec społeczeństwa czy społeczeństw Europy. Łącznie z Rosją. Nikogo nie bierzemy w obronę. Nawet siebie. Toczy nas moralna gangrena, nawet, jeśli mamy zdrowe białe zęby i odpowiednie metki na ciuchach. Nawet w miejsce megalomanii narodowej wchodzi zwyczajny kretynizm. W scenariuszu spotyka się dwóch wielkich guru społeczeństw demokratycznych – Józef Kukułka (Polska) i Władymir Grobowoj (Rosja). O ile ten pierwszy jest bardzo bliski pewnego pierwowzoru, to drugi istnieje naprawdę i jak twierdzą dziennikarze, stworzony został przez rosyjskie służby specjalne. Wsławił się już „wskrzeszeniem” dzieci – ofiar tragedii w Biesłanie, marynarzy okrętu podwodnego „Kursk” i naprawdę będzie kandydował na prezydenta Rosji. Punktem odniesienia w ocenie naszego świata jest dla nas Czeczenia, samotność jej mieszkańców. Piękne kaukaskie pozdrowienie zostaje zamienione przez ludzi o „boskich właściwościach” na groźną zapowiedź zapanowania ostatecznego zła.”

Obsada: Katarzyna Słupczyńska, Dagmara Stanosz, Monika Serafin, Joanna Rakus, Tomasz Majorek, Łukasz Matuszek, Szymon Pilch, Bogusław Słupczyński, Jarosław Maszluch; Światło: Marek Gagatek; Scenariusz i reżyseria: Bogusław Słupczyński

„Kavkazkij Priviet” to mocna – wulgarna, niesprawiedliwa i grubymi nićmi szyta – opowieść o polskiej ksenofobii i mitomanii. To spojrzenie na nas w taki sposób, w jaki zbiorowo zwykliśmy patrzeć na innych – podane w ogłupiającym rytmie techno. To wizja, którą trudno strawić, ale im bardziej się nią obrażamy, tym bardziej widać, jak trafia w sedno. Oto prymitywni, napakowani sterydami faceci. Oto infantylne pseudointelektualistki z ustami pełnymi frazesów. Prostacka siła oraz wątpliwy wdzięk i podejrzana elokwencja parzą się ze sobą w coraz to bardziej wyuzdanej orgii. Karykatura wolnej, demokratycznej, unijnej Polski boli bardzo. Zderzona z losami czeczeńskich uchodźców i doprawiona obrazkami politycznych salonów zaczyna przerażać. W uszach zostaje – jakże wieloznaczna – pointa, którą dostajemy na drogę: kiedy się modlimy albo kiedy śpimy, to czasem zamykamy oczy i wtedy można się niepostrzeżenie przemknąć przez nasze granice”. (Ewa Obrębowska „Czas Kultury” nr 4/2008)