Wszystko zaczęło się przy drodze Żywieckiej wiodącej z Bielska, Mikuszowic Krakowskich na Żywiec i dalej na Wschód, nad San, do Sanoka, na Huzele, do Poraża, na Zawadkę. Powstała opowieść o poszukiwaniu tożsamości, sensu istnienia i tworzenia. Bohaterowie odwołują się do wartości świata, który został zniszczony wraz z wojną. Autor scenariusza zestawia dwa historyczne czasy, dwie epoki, konfrontuje postawy i zachowania. Odbywa wędrówkę w przeszłość. Na końcu tej drogi pozostaje w poczuciu konieczności ciągłego odnajdywania się i samotności. To swoje poszukiwanie uznaje za sens podstawowy. Pojawiają się postacie i zdarzenia z osobistego doświadczenia autora i aktorów CST oraz te przywołane na podstawie zebranych opowieści. Obecne są emocjonalne wypowiedzi młodych wykonawców. Pełno tu żywiołu wielonarodowego – polskiego, łemkowskiego, żydowskiego. Wszystko to zestawione z „realną prawdą życia” kreowaną na wyżynach intelektualnych Warszawy.

 „Trudno oprzeć się historii, epoce. Połykaliśmy mity, obrazy, idoli. Ulegało się powszechnemu szacunkowi dla… Brnęło się we wspólnotowy podziw. Machina tego prawdziwego PRL-owskiego systemu mitologizacji życia społecznego i sztuki działała świetnie. A jednak życie toczyło się po dwóch torach – oficjalnym i… nieoficjalnym. Czasami, a może często, przeplatały się te tory na różnych zwrotnicach. W kulturze też. Było trochę takich, co przejęli się tymi mitami i obrazami. Takich co trafili z Wielkiej Prowincji małych miast i miasteczek na „światową” listę rankingową, do Warszawy, po sławę i naukę. Byłem jednym z nich. Pewnego dnia w pewnym teatrze elektrownia podczas przedstawienia wyłączyła prąd. Spektakl przerwano. Jakiś stary aktor zażądał świec: „Zapalcie kandelabry…i gramy…”. Zignorowano go. Wtedy zrozumiałem, że światła należało szukać gdzieś indziej, bo Teatr i dziwne uteatralnione życie wokół niego, same dla siebie źródłem tego światła być już nie mogły. Trzeba było rozpocząć poszukiwania, które z tymi akademickimi nie miały nic wspólnego. Dawne autorytety i figury roztrzaskały się w mojej głowie. Pejzaż stołecznej metropolii zamienił się w zimny i suchy step. Nie pozostało nic. Dopiero wtedy zacząłem dostrzegać pojedynczych, czekających ludzi. Ostatnich „stamtąd”. Czekała też ich pamięć. Pojawiły się sytuacje, ludzie, kultury i narody, opowieści, sprawy, o których nie miałem pojęcia. Pojawiły się miejsca, historie kiedyś nieistotne, bagatelizowane. Teraz nadające sens współczesności. Jak Zawadka Morochowska zmieciona przez ludzi z powierzchni ziemi. Pusta przestrzeń wypełniona grobami. Tu trzeba przystanąć, aby móc ruszyć dalej.” (B.S.)

Obsada: Katarzyna Słupczyńska, Monika Serafin, Joanna Rakus, Dariusz Waraksa, Tomasz Majorek, Łukasz Matuszek, Szymon Pilch, Tomasz Kłaptocz; Scenografia: Tomasz Majorek; Muzyka: Małgorzata Oczko, Janusz Zięba; Światło: Marek Gagatek; Scenariusz i reżyseria: Bogusław Słupczyński

„Aktorzy z CST (laureaci „Malty-Off” w 2003 r.) zgodnie ze swoim credo czerpią energię i wyzwalają ją z bycia razem, z emocji bez wygładzeń i kompromisów, z ruchu i przejmującego śpiewu. (…) Rzecz jest o zderzeniu dwóch rzeczywistości: dzisiejszej – oswojonej, ale i ciasnej, i wytęsknionej – tej, w której można żyć prawdziwie. Ona została w dzieciństwie,  w realnym miejscu w Karpatach, gdzie niegdyś mieszkali Łemkowie, Żydzi i Polacy (stąd ukraińskie pieśni, żydowski taniec). Ona została w genach – symbol dawnego świata to fotografia dziadków.(…) Szalone tempo spektaklu czytam jako ekspresję wściekłej bezsilności: że trzeba być tu i zachowywać się tak, jak wypada, że się zapomniało, że się nie było na pogrzebie, a groby są nieme.(…) To bolesne obijanie się o pręty klatki niepamięci. Szalone tempo czytam też jako wysiłek przypominania, tęsknoty za czystością życia. Bo dawny świat jednak wraca do pamięci. Ale czy powrót coś zmienia? Czy Arkadia istnieje? „Droga żywiecka” jest jak ból rodzenia.” (Jolanta Brózda, „Gazeta Wyborcza” Poznań)

 ***

„Krótka część pierwsza opowiada o dzieciństwie (…) W części drugiej bohater trafia z prowincjonalnego miasta do Warszawy. Zostaje studentem szkoły teatralnej. Z niewielkiego dystansu poznaje świat idoli peerelowskiej popkultury. Doskwierają prowincjonalne kompleksy, bolą stracone złudzenia, odkrycie zakłamania stolicy karier i rankingów budzi wściekłość. Rodzi się poczucie winy, że dla tego pozornego, papierowego świata zapomniany został umarły świat ojców i dziadów, świat prawdy, który domaga się – właśnie od niego– jego głosu. I świat ten na prawach teatralnego cudu – czy teatralnego obrzędu – zostaje wskrzeszony w części trzeciej, najdłuższej, gdy przenosimy się do trzykroć zamordowanej wsi w Bieszczadach. Nie na prawach idylli, ale na prawach życia.

(…) Cieszyńskie Studio Teatralne prezentuje nam w tym przedstawieniu sprawozdanie z powrotu do korzeni. Daje świadectwo fascynacji pozbawionej egzaltacji. Jest to, owszem, rodzaj spowiedzi, autoterapii. Sublimacja lęków i kompleksów. Jednak w toku przedstawienia szeroko pojęty prowincjonalizm ze słabości i wady przekształca się w źródło siły i zobowiązanie.(…) Na tej personalnej podstawie rodzi się pełen życia teatr umarłych. Wielonarodowe bogactwo przeszłości, polsko-łemkowsko-żydowska prowincja, rozkwita przed nami w całym swoim skomplikowaniu, splątaniu, pełne energii rodzącej się z napięć i wzajemnych przewin.(…) Widowisko jest wizją człowieka przełomu wieków. (Janusz Legoń)

 ***

(…) Słychać tu różne głosy: głos dojrzałego człowieka opowiadającego o własnym życiu i głosy ludzi, którzy odeszli, zebrane podczas wędrówek i pracy, jaką grupa prowadzi od kilku lat w beskidzkich wsiach. W nadzwyczaj pięknym literacko scenariuszu Bogdana Słupczyńskiego, reżysera spektaklu i twórcy CST, przenikają się i dopełniają: przedwojenna historia kawałka Ziemi, na której spotkały się kultury Polaków, Żydów i Łemków i osobista historia narratora, będąca zarazem doświadczeniem całego pokolenia dzisiejszych czterdziesto parolatków.

Wszystko rozgrywa się w obrębie i na obrzeżach czegoś na kształt mansjonu – na drewnianej konstrukcji, która w ciągu jednego dnia wyrosła na polanie, tuz pod salą teatralną „Węgajt”. Kwadratowa scena z pochyloną w stronę widowni rampą, na tyle duża, by pomieścić siedmioro aktorów, i nad nią – oparte na czterech wysokich słupach – belki. Każdy najmniejszy kawałek tej budowli jest wykorzystany przez aktorów, którzy ledwo się na niej mieszczą. (…) Deski podłogi rezonują podczas mocnego, rytmicznego kroczenia, dudnią przy precyzyjnie wymierzonych skokach. Ktoś wpina się na górę, na belki i tańczy. Słupy potrafią zamienić się w ściany chałupy, gdzie odbywają się wiejskie potańcówki. Ekwilibrystyka aktorów zaczarowuje tę najprostszą z możliwych scenografię. Na surowej scenie z drewna WIDZI SIĘ to, o czym mówią aktorzy. Umiejętność ewokowania obrazów słowem to najszlachetniejszy rodzaj teatralnej magii. Niemała w tym zasługa samego słowa. Tekst jest gęsty, nasycony znaczeniami, obrazami, poezją. Żeby tej gęstości sprostać, aktorzy dokonują sporego fizycznego wysiłku, walcząc o świeżość i klarowność każdego kolejnego zdania. Tekst, choć podawany w niesłabnącym pędzie, brzmi jednak niezwykle wyraziście.

(…) Na początku i na końcu spektaklu są fotografie. Utrwalające przeszłość i zarazem dokumentujące przemijanie. W ostatnich scenach z upozowanej do zdjęcia grupy z każdym kolejnym błyskiem flesza kogoś ubywa. Umierają dziadkowie i wujkowie, a z nimi pamięć o żydowskim tancerzu, łemkowskich pieśniach, wiejskich bijatykach i romansach. Ten przywołany w migawkowych obrazach, w jasnych, ciepłych tonacjach miniony świat prowincji zestawiony jest z nowszą rzeczywistością, relacjonowaną w pierwszej osobie, nierzadko z satyrycznym zacięciem. (…) Bezlik migawkowych, intensywnych obrazów, przy całym swoim ładunku liryzmu i intymności, mówi o wspólnym i kluczowym doświadczeniu. O pytaniu, skąd się jest, o tęsknocie za poczuciem zakorzenienia. (…) Tytułowa „droga żywiecka”(…) staje się szlakiem odkrywania przeszłości; dawnego, umarłego już świata i jednocześnie – odkrywania samego siebie. Jedno bez drugiego odkryte zaś zostać nie może – tożsamość, jak wiadomo, nie istnieje bez pamięci.”(Joanna Wichowska, (nie) wystarczy być –Festiwal Wioska Teatralna,Teatr „Węgajty” / Projekt Terenowy [w:] Didaskalia 69/2005)